Ogród marzeń

 

Zniknęły już płaczące syreny

skostniałe wyjadają gdzieś szczątki

Na próżno jej szukać

W ogrodzie marzeń

Za obsydianowymi dębami

Ukryła się cichutko

Kamyki oświetlają drogę oczami

W oddali opustoszały pałac smutku

Kiedyś wabiła tam ofiary

Teraz wgryza się w powietrze

Jęczy z tęsknoty

Romantyczne krzyki wspominają żniwa

Wwiercają się w duszę

Pozostało tylko cudowne wspomnienie

Księcia transgresji

Zabrała go radioaktywna choroba

Do M

Do M

 

Tępa wariatko

Z krwią wymieszane wymiociny

Swędzące ranki

Sadystyczna przyjemność drażnić jej ciało

Bezbarwny płyn

Wstrzykuję do oczu

W poszukiwaniu miłości

Ogrodów pełnych wrażeń

Wiosennych rozterek

Ślepa istoto

Boski aniele

Lolitko

proszę

Czyż nie błazen cię posiadł?

Kilka ciosów w akcie rozpaczy

Senny płacz anioła przy grobie

Muzyka ptaszków dookoła

Z nutą goryczy krzyczę

pastwisz, pastwisz, pastwisz

Amen

Tak jak lubisz