Częstochowski spacer egzystencjalny – spotkanie autorskie z Rafałem Sochą

Kolejnym gościem Koła Literackiego Anafora będzie Rafał Socha, częstochowski twórca, który na początku 2017 roku wydał swoją kolejną książkę, będącą jednak debiutem powieściowym, zatytułowaną Abubaka. Sam autor określa ją mianem wielowątkowego thrillera metafizycznego. Czytaj dalej Częstochowski spacer egzystencjalny – spotkanie autorskie z Rafałem Sochą

Literacka kropla żywicy*

P22-10-14_18.20Wybitny częstochowski prozaik, tegoroczny laureat konkursu literackiego im. Stanisława Grochowiaka, Janusz Mielczarek gościł 22 października w sali reprezentacyjnej miejskiego Ratusza w Częstochowie. Spotkanie autorskie było spełnieniem obietnicy, którą pisarz złożył równo rok temu. Ponadto był to pretekst do promocji najnowszej książki pt. Do widzenia panie Fellini. Spotkanie prowadziła Ola Keller, redaktor naczelna częstochowskiego magazynu literackiego „Galeria”.

Wieczór rozpoczęła krótka przemowa Dyrektora Muzeum Częstochowskiego Janusza Jadczyka, który powitał gości, podziękował im za przybycie, a ponadto uczynił wprowadzenie dotyczące właśnie wydanej książki. Po tych i innych uprzejmościach nadszedł czas na pierwszy utwór muzycznego gościa wieczoru, czyli Jarosława Woszczyny, który umilał całe spotkanie, grając co jakiś czas swoje kompozycje.

Pierwsze słowa rozmowy dotyczyły Brunona Schulza, drohobyckiego prozaika dwudziestolecia międzywojennego, któremu Mielczarek poświęcił jedno ze swoich opowiadań (Śladem historii cynamonowych). Schulz dla częstochowskiego pisarza był ważną postacią, a odwiedziny w rodzinnym mieście autora Sklepów cynamonowych niepowtarzalnym przeżyciem, dlatego nie bez przyczyny poświęcono temu tematowi tak wiele uwagi.

Następnie Ola Keller zadała Mielczarkowi pytanie: czy czuje się pisarzem, na co on odparł, że „trochę czuje się pisarzem”, ale właściwie tylko czasami. Jak potem dodał, tegoroczna nagroda im. Stanisława Grochowiaka, gdzie doceniono dwa opowiadania Mielczarka (Karuzelowy i Jeszcze tylko tango), dodała mu nieco skrzydeł, przez co czuje się pisarzem znacznie bardziej. Dalsza dyskusja zeszła na tor wspomnianej już nagrody oraz tego, jak prozę Częstochowianina odebrało znamienite jury konkursu.

Kolejny fragment wieczoru dotyczył zainteresowań Mielczarka, wśród których zaleźć można między innymi motoryzację, fotografię, pisarstwo, ale tak naprawdę jeszcze wiele wiele innych, co pozwala stwierdzić, że 68-letni pisarz jest człowiekiem orkiestrą, noszącym w sobie niewyczerpane pokłady energii, która bierze się – jak sam na koniec przyznał – z twórczości, z pisania właśnie. Mielczarek powiedział nawet wprost: „pisanie utrzymuje mnie w pionie” – bez pisania nie wyobraża sobie życia, dlatego można mieć pewność, że teksty będą powstały nadal, pytanie jednak: czy będą wydawane, bowiem autor sugerował, że nie będzie już publikował.

Dalej mówiono już o wcześniej wspomnianym opowiadaniu Karuzelowy, które stanowi ciekawy przykład spotkania dwóch różnych, można by rzec, odmiennych postaci: Woodego Allena i Bohumila Hrabala. Ten pierwszy przyśnił się Mielczarkowi i dał bodziec do napisania tekstu, drugi z kolei jest fascynacją autora i swoistym mentorem (warto przypomnieć, że Mielczarek wydał wcześniej książkę pt. Hrabalowisko i inne opowiadania). Ten ciekawy pretekst i okoliczności spotkania dały w efekcie bardzo intrygujący tekst, do którego naprawdę warto zajrzeć.

Mowa była również o wątkach biograficznych w twórczości Janusza Mielczarka, nie bez powodu więc córka pisarza, Anna Mielczarek przeczytała miniaturę Ogrody książek, opowiadające o jej babci, która – jak powiedział autor – odeszła, gdy na świat pojawiła się jego córka.

Następnie swój wkład w wieczór autorski miała Agnieszka Złota, autorka recenzji opublikowanej w częstochowskim magazynie literackim „Galeria”. Złota odczytała fragment, który można przeczytać również na okładce Do widzenia panie Fellini.

Nie mogło oczywiście zabraknąć pytania o inspirację włoskim reżyserem filmowym, jakim był właśnie Federico Fellini. Janusz Mielczarek odpowiedział, że opowiadanie o tym samym tytule co książka jest jednym z trzech najważniejszych opowiadań i stanowi pole rozrachunku z samym sobą. Ponadto, jak przyznał autor, współcześnie rzeczy (w tym również sztuka) przemijają znacznie szybciej, niż kiedyś, kiedy właśnie oglądano filmy m. in. Felliniego. Na zakończenie tej części spotkania Mielczarek przeczytał fragment wspomnianego opowiadania, gdzie mowa była o młodości i starości, co zaś nawiązywało wprost do Fausta Goethego.

Bohaterowie Mielczarka są zatrzymanie niczym postaci w obiektywie aparatu fotograficznego, uwiecznione za pomocą migawki i zatopione niczym okazy w bursztynie, dlatego przywołano określenie Aleksandry Mieczyńskiej, która w jednym z wywiadów z Mielczarkiem, przyznała, że twórczość pisarza jest jak kropla żywicy, mała, ale bardzo skondensowana, bardzo treściwa. Przy tej okazji wspomniano również o obrazowości i o myśleniu obrazami, którym odznacza się Mielczarek. Nie powinno to dziwić, skoro łączy on pasje robienia zdjęć i pisania literatury, ta zaś zdaje się stanowić właśnie zapis takiej fotograficznej pamięci, obrazowego utrwalania rzeczywistości. Mówiono więc o precyzji literackiego „cięcia”, jakim posługuje się częstochowski prozaik, o darze utrwalania życia na kartach swoich opowiadań w sposób mistrzowski i brawurowy.

Powrócono do Karuzelowego oraz do kreacji Hrabala w tym tekście. Mielczarek przyznał, że celem tego opowiadania było miedzy innymi pokazanie czeskiego pisarza w pogodniejszej pozie, jako człowieka, który nie tylko zmagał się z przeciwnościami swojego życia. Zresztą nawiązuje do tego postscriptum opowiadania, które należy przytoczyć: „Do miłośników Hrabala. Wiem, że tak nie było, chciałbym jednak, aby zakończenie tego opowiadania było dla nas – »Hrabalomaniaków«, pocieszeniem po Jego cierpieniach, jakie dotknęły go w ostatnich latach życia.”

O ile całe spotkanie było uświetnione nie tylko występem muzycznym Jarosława Woszczyny, ale też interesującymi wypowiedziami głównego gościa, prowadzącej Oli Keller czy innych zebranych gości, o tyle atrakcji nie było końca. Mielczarek zorganizował bowiem pewien konkurs, w którym do wygrania były fotografie jego autorstwa. Każdy kto kupił tego wieczoru książkę, mógł w niej znaleźć karteczkę, na której miał napisać swoje nazwisko. Następnie, po losowaniu, wskazano szczęśliwców, do których powędrowały niezwykłe obrazy, o których przed każdym wręczeniem Mielczarek pasjonująco opowiedział.

Całość zakończył występ Woszczyny, będący swoistą klamrą środowego wieczoru. Następnie zebrani goście mogli udać się na poczęstunek oraz po autograf głównego gościa, który z każdym wymienił jeszcze parę zdań. Nikt jednak – jak mówi motto książki: „Porządna książka nie jest po to, aby czytelnik mógł łatwiej zasnąć, ale żeby musiał wyskoczyć z łóżka i tak jak stoi, w bieliźnie, pobiec do pana literata i sprać go po pysku” (Hrabal), o czym też wspominał Mielczarek – nie „sprał literata”, choć Ola Keller dokonała publicznego spoliczkowania gościa, po prostu całując go serdecznie.

[Więcej zdjęć ze spotkania znaleźć można w naszej galerii.]

______

[* nawiązanie do słów Aleksandry Mieczyńskiej, opisującej twórczość Janusza Mielczarka]