Zauroczenie

Czułe spojrzenie
ciepły uśmiech
dobre słowo
milion gestów
stos wyrzeczeń
antrakt
drzazga w sercu…

o „Ścianie” K. Ludwickiego

Konrad Ludwicki sięga po raz kolejny po sprawdzoną formę gatunkową. Książka „Ściana” jest zbiorem miniatur, poruszających kwestie wszystkiego, co nas otacza, zwyczajności, która przenika nasze życie. Można powiedzieć, że Ludwicki jest miniaturzystą codzienności- niełatwym jest przecież zamknąć całą kwintesencję interesującego nas zjawiska w tak skondensowanej formule, jaką jest miniatura. W jego utworach uderza drobiazgowość opisu, przywołująca i unaoczniająca obraz konkretnej sytuacji, z której czytelnik może się utożsamiać. Może powiedzieć: „tak, to jest coś, co mnie dotyczy, co jest mi bliskie”.

Autor bazuje na sprawdzonej technice tzw. „mnemotechnice” – czyli utrwalaniu w pamięci pewnych zdarzeń, wspomnień nam drogich, które w nieoczekiwanym momencie, przy użyciu konkretnego bodźca, powodują łańcuch skojarzeń- niczym magdalenka moczona przez narratora w herbacie w książce „W poszukiwaniu straconego czasu” M. Prousta. Różnorodność tematyczna miniatur Ludwickiego, od tych reprezentujących nurt filozoficzny, poprzez te nawiązujące swoim tytułem do dzieł utrwalonych w świadomości ludzi (mitologiczna postać Mojry-uosobienie przeznaczenia), aż po opis przedmiotów i zjawisk zupełnie nam bliskich (kran, czy obraz), sprawia, że czytelnik sięgający po ten zbiór znajdzie coś dla siebie.

Konrad Ludwicki jest mistrzem miniatur, niemal każda spełnia wymagania formalne, charakteryzuje je: zwięzłość, subiektywizm w opisie zdarzeń, puenta, która nie zawsze jednoznacznie nawiązuje do utworu, stanowiąca z jednej strony swoiste podsumowanie w postaci refleksji filozoficznej, bądź będąca otwartym zakończeniem, które każdy czytelnik może sobie dopisać. Warto nadmienić, że niemal każda z miniatur posiada tytuł, który staje się jedno lub kilkuwyrazowym wyznacznikiem treści. Sztuką jest przecież zamknąć w jednym słowie wszystko, co chcemy przekazać, a Ludwickiemu doskonale się udaje.

Fundamentalnym staje się jednak pytanie: dlaczego zbiór miniatur nosi tytuł „Ściana”? Czy ściana jest tym, czego każdy z nas doświadcza w opisie swojej codzienności? Czymś, co nas ogranicza i nie pozwala na swobodne wyrażenie własnych emocji? A może wręcz przeciwnie- ściana będzie symbolicznym miejscem, niczym ściany naszych bloków mieszkalnych, przyjmujących każde frazy pisane przez niekoniecznie kulturalną młodzież? Stąd ściana byłaby była by wymierną całością, składającą się z niewielkich miniatur, oddających rzeczywistość, która nas otacza. Miniatur, które łączą się z sobą, niczym doskonała układanka, tworzących obraz, który oddaje charakter człowieka. Może więc zasadne będzie sparafrazowanie znanego powiedzenia w taki sposób: „napisz cykl miniatur, a powiem ci jakim jesteś człowiekiem”. A może ściana jest metaforą naszego indywidualnego, kurczącego się świata, który zostaje sprowadzony tylko do ściany, odgradzającej nas od toksycznego świata? Nasze wyjaśnienie tytułu pozostaje tylko w sferze domysłów, a odpowiedzi na to pytanie może udzielić tylko sam autor.

To, co może sprawiać trudność w odbiorze miniatur to duża rozpiętość tematyczna, mnogość nawiązań do innych utworów i teorii (choćby przybieranie masek przywołuje na myśl „Ferdydurke” W. Gombrowicza, opisy pomieszczeń, kurcząca się przestrzeń – wywołuje skojarzenia z prozą F. Kafki, czy „Sklepami cynamonowymi” B. Schulza, a przeglądanie się w lustrze i związane z tym nie dostrzeganie siebie jako całości- jest nawiązaniem do teorii psychoanalitycznych J. Lacana, choć z pewnymi modyfikacjami), co niekoniecznie zostanie zauważone przez „przeciętnego” czytelnika. Jak bowiem przekonywał jeden z teoretyków literatury: czytając utwór, najpierw mamy przed sobą pustą kartę, dopiero podczas kolejnych momentów obcowania z literaturą, owa kartka nam się zapełnia, ukazując nawet to, czego nie dostrzegaliśmy za pierwszym razem.

Taka jest właśnie „Ściana” Konrada Ludwickiego. To zbiór, po który trzeba sięgać kilkakrotnie i wiele razy czytać, by do naszej świadomości trafiło wszystko, co było zamiarem autora.

”DZIECKO” (MINIATURA)

Urodziło się. Przyszło na świat. Takie małe, rozkrzyczane. Zacznie się bieganina. Ta zwariowana sąsiadka teraz będzie biegała w tą i z powrotem nie z głupim, rozszczekanym kundlem, który szarpie się na smyczy, a z wózkiem. Już sama nie wiem co będzie gorsze spacery z tym wstrętnym czworonogiem czy też z płaczącym dzieckiem. Ona i dzieciak?- nad psem nie potrafi zapanować. Zaczynam bać się o to maleństwo. Niech ma dziecko, ale jej niezbędna jest pomoc.
Jak ona go wychowa? Znowu będę musiała interweniować. Strach mnie ogarnia. Psa zostawia na cały dzień w domu i idzie w siną dal. Z dzieckiem może zrobić tak samo. I co wtedy? – głodne,
w mokrej pieluszce będzie tylko płakało o to, aby zlitowała się matka nad nim. Jej nie będzie, bo musi iść do sąsiadki, albo na zakupy. Żal mi tego dziecka. Ono takie małe, bezradne nie da sobie rady. Kto wyciągnie do niego pomocną dłoń? Muszę się na to przygotować, ale jak? Sama nie umiem. Jutro pójdę do niej zobaczę malucha. Kupię jakoś grzechotkę lepiej to będzie wyglądało, zaoferuję swoją pomoc. Może przyda się jej moje wsparcie.

Wizja

Musi nadejść dzień
gdy spojrzysz w lustro
i z czystym sumieniem powiesz
że jesteś spełniony.
Przestaniesz zapadać w mrok,
gubić się w przyciasnym labiryncie,
porzucisz swój ochronny pancerz,
dostrzeżesz jasną stronę…
zrozumiesz,
że życie w pełni
uzależnia…